Odporność populacyjna pojawia się, gdy znaczna część danej populacji stała się odporna na infekcję. Dzięki temu łańcuchy zakażeń zostają przerwane i chronione są osoby nieodporne. Zwykle osiąga się ją dzięki szczepieniu. Jednak w kontekście koronawirusa pojawia się nadzieja na to, że odporność zbiorową możemy uzyskać dzięki osobom, które przeszły już infekcję.

Czym jest odporność populacyjna?

Odporność populacyjna (to samo co: odporność zbiorowiskowa, stadna lub grupowa) jest to jeden ze sposobów ochrony przed chorobami zakaźnymi. Polega on na tym, że w wyniku uodpornienia się znacznej części populacji, chronione są również osoby nieodporne. Dzieje się tak, ponieważ zostają przerwane łańcuchy zakażeń, a tym samym zatrzyma się lub znacznie opóźni rozprzestrzenianie się wirusa. Warto zaznaczyć, że odporność populacyjna ma zastosowanie wyłącznie w przypadku chorób, które przenoszą się z człowieka na człowieka. Zwykle odporność populacyjna jest osiągana dzięki szczepieniom ochronnym.

Bardzo ważną kwestią jest tzw. próg odporności zbiorowiskowej, czyli odsetek osób uodpornionych, który jest konieczny do tego, aby chronić pozostałych ludzi i zmniejszyć liczbę nowych zachorowań. Zwykle zamierzony efekt osiąga się, gdy utrzymuje się on na poziomie 90-95%, jednakże należy pamiętać o tym, że są takie choroby, które wymagają mniejszego progu odporności (np. świnka: 75-86%, różyczka 83-86%).

Dlaczego odporność populacyjna jest ważna?

Odporność populacyjna jest ważnym zjawiskiem głównie dzięki temu, że zapewnia ochronę osobom, które z różnych względów tej odporności nie mają (np. nie mogą z różnych względów przyjąć szczepionki lub szczepionka w ich przypadku nie działa). Inną korzyścią, która wynika z odporności zbiorowej jest to, że ogranicza ona rozprzestrzenianie się danej choroby, a nawet ją eliminuje lub wycisza – tak to się stało np. w przypadku wirusa polio, który powoduje chorobę Heinego-Medina (w Polsce ostatni przypadek zachorowania odnotowano ponad 40 lat temu).

Odporność populacyjna a koronawirus

Hasło “odporność populacyjna” coraz częściej pojawia się także w kontekście nowego koronawirusa. Jednakże nadzieje nie są pokładane w szczepionce, a w osobach, które przeszły zakażenie. W ich organizmach wydzielane są swoiste przeciwciała, czyli substancje skierowane przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. W teorii po kolejnym wniknięciu tego patogenu do organizmu, zostanie on natychmiast zwalczony i nie dojdzie do ponownego zachorowania. Tym samym – im więcej będzie odpornych na koronawirusa, tym większe szanse na wygaszenie pandemii.

Na odporność populacyjną w walce z koronawirusem postawiła m.in. Szwecja. Głównym problemem w tym modelu jest to, że nie udało nam się jeszcze do końca poznać nowego wirusa – czy dojdzie do trwałej odporności, a może tylko czasowej (a jeśli, to jak długo ona potrwa). Nadzieje jednak są, ponieważ:

  • wirus SARS odpowiedzialny za epidemię w 2002 roku dawał osobom zakażonym odporność na ok. 3 lata;
  • eksperyment przeprowadzony na rezusach w Chinach pokazał, że zwierzęta te zyskały odporność na SARS-CoV-2 (jednak konieczne są dalsze badania, w dłuższym okresie).

Sposobem na poznanie skali pandemii i wychwycenie osób, które już tę odporność zyskały (ponieważ ich organizm wytworzył przeciwciała), są testy przesiewowe na koronawirusa, czyli tzw. szybkie testy na obecność przeciwciał w klasie IgG i IgM. Pozwalają one wychwycić przypadki bezobjawowe, co daje szerszy obraz na to, ile tak naprawdę osób w danym Państwie lub populacji zachorowało.

Polecamy: 5 mitów na temat odporności